Potrzebujesz wrócić do siebie? Pobierz ➡ bezpłatną praktykę ODDECH.

A person's hand resting on a table with a radiator in the

Wyczuj co jest wspierające dla Ciebie

Dorota Klewicz

Nie na wszystko mam wpływ.

Myślę o tym często, odkąd pracuję jako osoba wspierająca w rozwoju wewnętrznym. I im dłużej towarzyszę ludziom, tym mniej wierzę w rozwój jako prostą drogę do lepszej wersji siebie. Rozwój nie dzieje się bez wpadek. Bez zaniedbań. Bez tych momentów, w których niby wiemy, czego potrzebujemy, ale i tak tego nie robimy.

ZaNIEdbanie. Ciekawe słowo. Ląduje we mnie jak negatyw z kliszy. Obraz odwrócony, ciemny, nieidealny. W kontraście do świata, który odmienia „ZAdbanie” przez wszystkie możliwe przypadki. ZAdbanie jako rytuał. ZAdbanie jako plan. ZAdbanie jako lista rzeczy do odhaczenia. ZAdbanie jako kolejny sposób, żeby zrobić siebie lepiej.

A ja coraz częściej czuję, że prawdziwe zadbanie nie zaczyna się od idealnych warunków. Zaczyna się od kontaktu. Od tego, że mogę zauważyć: dziś mam w sobie część, która chce przyjść na sesję. I część, która najchętniej by ją odwołała. Mam część, która tęskni za głębią. I część, która woli popływać po powierzchni. Mam w sobie gotowość. I niegotowość. I nie muszę najpierw stać się spokojna, poukładana, wyciszona i „gotowa do procesu”, żeby wejść w focusing. Mogę wejść taka, jaka jestem.

Właśnie dlatego piszę ten tekst.

Nie jako listę warunków, które musisz spełnić, żeby sesja „się udała”. Raczej jako czułe zaproszenie do tego, żeby zobaczyć, jak możesz być po swojej stronie przed i po sesji głębokiej wewnętrznej pracy. Bo sesja focusingu IRF nie jest czymś, co ktoś Ci robi. To nie jest zabieg. Nie jest oddanie siebie w cudze ręce. To spotkanie, w którym zaczynasz odzyskiwać wpływ nie przez kontrolę, ale przez relację ze sobą.

Wybierz dobry czas spotkania

Kiedy patrzysz w kalendarz, łatwo pomyśleć przede wszystkim o dostępności. Czy mam wolną godzinę? Czy zdążę między jednym a drugim zadaniem? Czy dzieci będą wtedy czymś zajęte? Czy mogę wcisnąć sesję między pracę a obiad?

To są ważne pytania. Ale w focusingu warto zapytać jeszcze głębiej: czy coś we mnie poczuje się wtedy wystarczająco bezpiecznie, żeby mówić prawdę? Być może chcesz spotkać się z tematem relacji z partnerem, a on będzie w tym czasie za drzwiami. Może Twój temat dotyczy wybuchów złości na dziecko, a ono będzie właśnie pod oknem w ogrodzie. Może potrzebujesz ciszy, a to będzie mało wykonalne, kiedy trójka małych dzieci będzie fisiować za drzwiami. I to nie znaczy, że potrzebujesz idealnych warunków. Ja sama rzadko jestem zupełnie sama w domu podczas moich sesji focusingowych. Życie nie zatrzymuje się tylko dlatego, że my chcemy wejść głębiej. Czasem za ścianą ktoś robi kanapkę. Czasem ktoś pyta, gdzie są skarpetki. Czasem kot wskakuje tam, gdzie akurat nie powinien. Ale jest różnica między tym, że świat jest żywy wokół Ciebie, a tym, że jakaś część Ciebie cały czas pilnuje, czy ktoś nie usłyszy za dużo. Dlatego nie chodzi o perfekcyjną ciszę. Chodzi o Twoje wewnętrzne poczucie komfortu.

Sprawdź, czego potrzebujesz, żeby móc być trochę bardziej przy sobie. Może zamkniętych drzwi. Może słuchawek. Może informacji dla domowników: „przez godzinę jestem niedostępna”. Może wybrania takiej pory, w której nie będziesz musiała od razu po sesji wejść w tryb zadaniowy. 

To już jest część procesu. Ten moment, w którym nie tylko wpisujesz sesję w kalendarz, ale pytasz siebie: „w jakich warunkach coś we mnie może poczuć, że jest bezpiecznie?”.

Pomyśl, czy jest coś w Tobie, co chciałoby Twojej szczególnej uwagi

Focusing można zacząć na różne sposoby. Można przyjść bez konkretnego tematu. Usiąść, zatrzymać się, zrobić wewnętrzny skan i sprawdzić, co dziś chce uwagi. Czasem ciało wie szybciej niż głowa. Czasem temat, z którym przyszłaś, okazuje się tylko drzwiami do czegoś zupełnie innego. Można też przyjść z konkretnym obszarem. Z relacją. Decyzją. Napięciem. Powracającym schematem. Z czymś, co niby już rozumiesz, ale w środku nadal nie masz na to zgody.

Moje najgłębsze procesy często dzieją się wtedy, kiedy nie próbuję ich zaplanować, ale pozwalam sobie wcześniej poczuć, co we mnie prosi o uwagę. Nie chodzi o to, żeby przed sesją wiedzieć, „nad czym będziemy pracować”. Bardziej o delikatne nasłuchiwanie. Jakby o intencję. Może jest w Tobie coś, co od kilku dni wraca jak ciche pukanie. Może jakaś sytuacja nie daje Ci spokoju. Może jedno zdanie wypowiedziane przez kogoś zatrzymało się dłużej niż zwykle. Może czujesz ciężar, ale nie wiesz jeszcze, o czym on jest. Może nie czujesz nic i właśnie to „nic” jest ważne.

W focusingu nie musisz przynosić gotowego tematu. Możesz przynieść siebie i intencję spotkania ze sobą. To wystarczy.

Zadbaj, aby dotrzeć na sesję

To może brzmieć jak najprostszy punkt na świecie. A dla mnie jest jednym z najważniejszych. Bo we mnie jest wiele części, które wolą pływać po powierzchni niż zanurzyć się w głąb. I znam ten ruch bardzo dobrze. Jedna sesja? Wystarczy, po co więcej. Praktykowanie solo? No pewnie, przecież jestem trenerką. Proces? Tak, ale może nie dziś. Może kiedy będzie spokojniej. Może kiedy będę bardziej gotowa. Może kiedy życie się trochę ułoży.

A potem przychodzi ten moment trzy godziny przed sesją, kiedy nagle pojawia się myśl: może jednak odwołać? I można potraktować tę myśl jak problem. Jak dowód, że coś ze mną nie tak. A można zapytać inaczej. Czy być może jest we mnie część, która czuje dyskomfort na myśl o byciu w relacji? O byciu widzianą? O tym, że ktoś będzie przy mnie, kiedy ja będę bliżej siebie? Czy może jest część, która bardzo długo radziła sobie sama i teraz nie wie, czy można zaufać obecności drugiego człowieka? Jakie to uczucie mieć taką część? I czy obok niej jest też ta część, która umówiła się na sesję? Ta, która chce głębiej. Która ma nadzieję, że może tym razem nie trzeba będzie wszystkiego dźwigać samej.

W IRF nie chodzi o to, żeby wypchnąć opór za drzwi i powiedzieć: „nie przeszkadzaj, teraz się rozwijamy”. Chodzi o to, żeby zobaczyć go jako coś w Tobie, co być może próbuje Cię chronić.

To jest dla mnie jedna z najpiękniejszych rzeczy w tym podejściu. Że nawet chęć ucieczki może stać się początkiem kontaktu. Nawet spóźnienie, zapomnienie, rozproszenie, napięcie przed spotkaniem mogą coś pokazać. Nie musisz walczyć z tym, co w Tobie nie chce procesu. Możesz to zauważyć, objąć czułością i nadal podjąć decyzję z miejsca Ja w Obecności. Z takiego wewnętrznego: „widzę, że coś się boi, jestem z tym. I jestem tu też z tym, co chce iść dalej”. To jest sprawczość. Nie kontrola nad sobą. Nie idealne ogarnięcie. Tylko możliwość bycia po swojej stronie także wtedy, kiedy w środku nie ma jednomyślności.

A co po sesji?

W czasie sesji towarzyszę Ci, podając zaproszenia także do dbania o siebie. Do akceptacji, czułości, zatrzymania. Do szukania w sobie miejsc, które są stabilne, żywe, prawdziwe. Ale proces nie kończy się razem ze spotkaniem.

Coś, co zostało poruszone, może jeszcze w Tobie pracować. Może układać się w ciele. Może wracać obrazem, zdaniem, odczuciem. Może przez chwilę potrzebować więcej miękkości. Może przeciwnie – pojawi się energia, ruch, jasność, decyzja. Nie zawsze wiemy od razu, co się wydarzyło. Dlatego po sesji dobrze jest dać sobie miękkie lądowanie.

Nie po to, żeby „utrzymać efekt”. Nie po to, żeby wycisnąć z procesu jak najwięcej. Raczej po to, żeby to, co się poruszyło, mogło znaleźć swoje miejsce w zwykłym życiu.

Przykład: ja dbam o karmiące śniadania. To jest moje niesamowite odkrycie. Tak prosta rzecz jak pyszne, białkowe śniadanie sprawia, że moje ciało czuje się ukojone i zadbane. To karmienie siebie jest dla mnie jak podlewanie ogrodu. Niby nic spektakularnego. A jednak coś we mnie dostaje komunikat: jestem ważna. Moje ciało jest ważne. To, co się we mnie porusza, nie musi wisieć w próżni.

Uwielbiam też ciepło. Przy głębokiej pracy moje ciało często czuje chłód. Mam ochotę schować się pod kołdrę. Daję sobie więc ciepło. Przygotowuję zupę krem na obiad, piję więcej herbat, mam pod ręką koc, żeby przykryć się podczas sesji. A wieczorem biorę ciepły prysznic. Tyle razy słyszałam, że lodowaty jest zdrowszy… a moje ciało nie odbiera tego jako zadbania. Tak już mam.

U mnie ważny jest też ruch. Kiedyś przeczytałam, że trauma to bezruch. Och, ile w tym prawdy. Ale mój ruch po sesji nie jest ruchem przeciwko ciału. Nie jest karą. Nie jest próbą naprawienia figury ani zasłużenia na zdrowie. Jest intencjonalny. Z wyczuwaniem granic. Z ciekawością. Z przyjemnością obserwowania, jak wiele potrafi moje ciało, nawet jeśli naprawdę dużo mi brakuje do współczesnych kanonów pięknej i zdrowej figury. Ruch pomaga mi nie zatrzymać procesu tylko w głowie. Pomaga życiu płynąć dalej.

I właśnie o to chodzi w dbaniu po sesji. Nie o to, żeby robić to, co obiektywnie jest „najzdrowsze”, modne albo dobrze wygląda w opisie porannej rutyny. Chodzi o to, żeby słuchać tego ciała, tej osoby, tego życia, które jest Twoje.

Dla kogoś dbaniem będzie spacer. Dla kogoś drzemka. Dla kogoś zapisanie jednego zdania w notesie. Dla kogoś niewchodzenie od razu w trudną rozmowę. Dla kogoś obiad zjedzony powoli, bez telefonu.

Zadbanie nie musi być idealne

Zadbanie jest ważne.

Ale chcę powiedzieć jeszcze jedną rzecz, może najważniejszą: momenty zaNIEdbania też są częścią procesu. To, że nie przygotujesz sobie idealnej przestrzeni, nie znaczy, że sesja będzie stracona. To, że przyjdziesz rozproszona, nie znaczy, że nie możesz spotkać się ze sobą. To, że po sesji wrócisz od razu do dzieci, pracy, zmywarki albo maili, nie znaczy, że „zepsułaś” proces.

Możesz zauważyć to wszystko.

Możesz zobaczyć, co się wydarzyło. Co było możliwe. Co nie było. Czego potrzebowałaś, ale sobie nie dałaś. Co następnym razem może być odrobinę bardziej po Twojej stronie.

Żeby wywołać zdjęcie, potrzebujemy negatywu. Nie ma idealności bez obrazu tego, co nieidealne. Może właśnie w tych miejscach, w których nie zadbałaś o siebie tak, jakbyś chciała, zaczyna się najprawdziwsze pytanie: co we mnie potrzebuje teraz mojej obecności?

I może od tego zaczyna się proces.

Wystarczy, że jest w Tobie coś, co chciałoby zostać usłyszane. A Ty chcesz tego posłuchać.

Jestem ciekawa, co dla Ciebie jest takim małym gestem zadbania przed albo po głębszej pracy ze sobą. Sekcja komentarzy jest otwarta.